Drawno – miasto Karola Wojtyły

Turystyka Są takie znane miejsca w Polsce, które bardziej słyną swoimi historiami, niźli prawdziwymi walorami turystycznymi. Takie mieszanie odczucia można mieć do Drawna, miejscowości w województwie zachodniopomorskim. To niewielka miejscowość, która słynie z Drawieńskiego Parku Narodowego i rzeki Drawy, po której często spływały największe gwiazdy świata rozrywki, niekiedy inni znani ludzie. W tym miejscu wspomnimy tylko przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, wtedy to często w Drawnie gościł Karol Wojtyła i tam wraz z katolicką młodzieżą spędzał wakacje pod namiotami, sam też często brał udział w spływach. Drawno się tym dziś chwali, choć to nie spływy są tutaj największa atrakcja, a Piknik nad Drawą – trzydniowe święto muzyczne. Tutaj na scenie występowali najlepsi i najbardziej Lubiani: Łzy, Kult, Lady Pank, Elektryczne Gitary, Liroy, Oddział Zamknięty, Sidney Polack, Budna Suflera, Ryszard Rynkowski, Anna Dąbrowska, Hey i dziesiątki innych wykonawców. W jeden weekend można zaznać na prawdę wielkiej zabawy.

Poza spływami i Piknikiem nad Drawą trudno o inne atrakcja. Z zabytków mamy tylko malutki kościółek i kilka zabytkowych kamienic. Nic więcej, na pewno nic wartego turystycznej uwagi. Brakuje nawet porządnego hotelu, jedyna baza noclegową są nieliczne gospodarstwa agroturystyczne, kilka domków kempingowych i... możliwość rozbicia namiotu. Najbliższy hotel znajduje się w odległym o 20 kilometrów Choszcznie. Drawno prócz rzekli ma też dwa przepływowe jeziora. Tam można oddać się pasji wędkowania. Leszcze, liny i szczupaki to najczęściej spotykane ryby. Miejscowi wolą jednak jeziora w okolicach pobliskiego Choszczna i Bierzwnika. Tam bowiem można zapolować na sandacza. Turystyka wędkarska jest tam bardzo modna. Bo i ryb jest dość sporo, mimo że kłusownicy nie dają tamtejszym wodom wytchnienia. Jeśli zdecydujemy się na wędkarskie wakacje w Drawnie lub jego okolicach, to poniżej prezentujemy krotki poradnik mówiący o tym, w jaki sposób polować na sandacza. Bo żeby go złowić, trzeba być bardzo uważnym. Nie jest to ryba, która natychmiast połyka swoją ofiarę tak jak szczupak, czy okoń. Tutaj musimy się wykazać cierpliwością podczas brania i zacinania. Nie można sobie pozwolić na pochopne ruchy, w przeciwnym razie możemy narazić się na straty i... nieudany połów. Jak więc zacinać sandacza? Trzeba przede wszystkim wiedzieć, że ten drapieżnik bierze „na dwa razy”. Za pierwszym razem sandacz w pysk chwyta swoją ofiarę, łapie ja i odpływa z miejsca zerowania. Dopiero po jakimś czasie zatrzymuje się i obracając swoją ofiarę (mała rybkę) w pysku zaczyna ją dusić i połykać. Dopiero, gdy sandacz zacznie odpływać nam po raz drugi możemy zaciąć. Oznaczało to bowiem będzie, że sandacz połknął swoja ofiarę i ze ma hak w pysku. Zupełnie inaczej ma się sprawa, gdy łowimy sandacza na sztuczna przynętę. W tym przypadku twistera, woblera, kopyto, obrotówkę lub też wahadełko musimy holować bardzo powoli, w zmiennym tempie tuż nad samym dnem.


Tagi: wakacje, jezioro, ryby
Katalog podstron