Pas transmisyjny

Turystyka Pas transmisyjny zanika, pozostawiając na pobliskich lądach warunki klimatyczne zbliżone do syberyjskich. NAJWIĘKSZE nagłe ochłodzenie północnego Atlantyku nastąpiło 8 tys. lat temu. Czy to możliwe, aby ludzkość przechylała obecnie „klimatyczny kajak” we właściwym kierunku, aby uniknąć wywrotki? Być może, choć większość ekspertów podejrzewa, że raczej tylko kołyszemy łódką, zbyt gwałtownie zmieniając nasz świat. Szczególnie niepokoi wzrost stężenia w atmosferze produkowanych przez człowieka gazów cieplarnianych, które powodują globalne ocieplenie. Powołany przez ONZ Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCCIntergovernmental Panel on Climate Change) przewiduje, że w ciągu najbliższych 100 lat średnia temperatura wzrośnie od 1.5 do 4.5°C. Liczne modele komputerowe, które potwierdzają te oceny, przewidują także spowolnienie pasa transmisyjnego w północnym Atlantyku. (Jakkolwiek paradoksalnie by to zabrzmiało, stopniowe ocieplenie może doprowadzić do nagłego znacznego spadku temperatury).

Niepewność wyników jest duża i chociaż nowa epoka lodowa nie jest realnym zagrożeniem, ewentualne zmiany mogłyby być o wiele większe niż w czasie Malej Epoki Lodowej, gdy Tamiza w Londynie zamarzała, a lodowce alpejskie spełzły na dół. Większym problemem niż nagłe chłody na północy będą niekorzystne zjawiska, które prawdopodobnie równocześnie wystąpią w innych częściach świata. Z danych o klimacie rozległych rejonów Afryki i Azji, które są nawadniane intensywnymi opadami pory monsunowej, wynika, że w rejonach tych panowała susza, gdy północny Atlantyk był zimniejszy niż otaczające go obszary lądowe. Taki sam efekt może wywołać ochłodzenie spowodowane samym spowolnieniem pasa transmisyjnego. Dla miliardów ludzi, którzy żyją dzięki uprawom uzależnionym od monsunów, nawet niewielkie susze mogą oznaczać głód. Konsekwencje przyszłego wysłodzenia i oziębienia wód północnego Atlantyku mogą także utrudnić życie mieszkańcom regionów znacznie oddalonych od miejsc, na których wystąpią klęski chłodu i suszy.

Paradoks stwierdzenia, że człowiek może zmienić klimat, dotarł do mnie w pełni pewnego letniego popołudnia 1976 roku na plaży Jones Beach na Long Island. Dojechałem tam z żoną i synem w środku dnia. Pamiętam, jak piasek niemiłosiernie parzył nas w stopy, wyszukaliśmy więc miejsce tuż przy wodzie. Gdy słońce zaczęło zachodzić, zerwał się silny wiatr od oceanu. Na grzbietach fal pojawiły się grzywy piany. Obaj z synem mieliśmy gęsią skórkę. Pobiegliśmy wzdłuż brzegu, podziwiając nadciągające bałwany. Wcześniej tego samego lata razem z Andym Lacisem i innymi współpracownikami z NASA Goddard Institute for Space Studies szacowaliśmy wpływ gazów cieplarnianych na klimat. Już wówczas było wiadomo, że wytwarzane przez ludzi (czyli antropogeniczne) gazy cieplarniane głównie ditlenek węgla i chlorofluorowęglowodory (CFC), czyli freony akumulują się w atmosferze. Gazy te są istotnym czynnikiem klimatycznym, ponieważ zmieniają bilans energetyczny planety.


Tagi: woda, morze, klimat
Katalog podstron